sędziego TK Leona Kieresa
do postanowienia Trybunału Konstytucyjnego
z dnia 21 kwietnia 2020 r., sygn. akt Kpt 1/20
Na podstawie art. 106 ust. 3 ustawy z dnia 30 listopada 2016 r. o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym
(Dz. U. z 2019 r. poz. 2393; dalej: ustawa o organizacji TK), zgłaszam zdanie odrębne do postanowienia z 21 kwietnia 2020
r., sygn. akt Kpt 1/20 (dalej: postanowienie).
Moim zdaniem, postępowanie w niniejszej sprawie należało umorzyć w całości na podstawie art. 59 ust. 1 pkt 2 ustawy o organizacji
TK z powodu niedopuszczalności merytorycznego rozpoznania sprawy.
Niezależnie od powyższego, mam także wątpliwości co do trybu rozpoznania sprawy oraz meritum, uzasadnienia i skutków komentowanego postanowienia.
Moje stanowisko uzasadniam następująco:
1. Brak sporu kompetencyjnego.
Uważam, że wniosek Marszałka Sejmu z 22 stycznia 2020 r. (dalej: wniosek Marszałka Sejmu) nie dotyczy „sporu kompetencyjnego”,
który może podlegać rozpoznaniu przez Trybunał Konstytucyjny.
1.1. Art. 189 Konstytucji nie zawiera definicji przedmiotowej „sporu kompetencyjnego”. Natomiast art. 85 ustawy o organizacji
TK wyraźnie wskazuje tylko dwa rodzaje sporów podlegających kognicji TK – przepis ten przesądza, że „Trybunał rozstrzyga spory
kompetencyjne, w przypadku gdy: 1) co najmniej dwa centralne konstytucyjne organy państwa uznają się za właściwe do rozstrzygnięcia
tej samej sprawy lub wydały w niej rozstrzygnięcia [tzw. spór pozytywny]; 2) co najmniej dwa centralne konstytucyjne organy
państwa uznają się za niewłaściwe do rozstrzygnięcia określonej sprawy [tzw. spór negatywny]”, tertium non datur.
Moim zdaniem, z brzmienia art. 85 ustawy o organizacji TK jednoznacznie wynika, że ustawodawca świadomie ograniczył zakres
kognicji Trybunału Konstytucyjnego i stworzył zamknięty katalog sytuacji, podlegających rozpoznaniu w charakterze konstytucyjnych
sporów kompetencyjnych. Komentowany przepis zawiera typową definicję równościową nieklasyczną, w której definiens wylicza w sposób wyczerpujący zakresy nazw tworzących w sumie zakres definiendum. Wynik wykładni językowej art. 85 ustawy o organizacji TK potwierdza w tym wypadku także wykładnia historyczna – wszystkie
procedury trybunalskie od 1997 r., kiedy to wprowadzono kompetencję Trybunału w zakresie rozstrzygania sporów kompetencyjnych,
przewidywały jedynie rozpoznawanie przez Trybunał sporów „pozytywnych” i „negatywnych” (choć nie zawsze były one wprost tak
nazywane; por. art. 53 ustawy z dnia 1 sierpnia 1997 r. o Trybunale Konstytucyjnym, Dz. U. Nr 102, poz. 643, ze zm.; art.
113 ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym, Dz. U. poz. 1064, ze zm.; art. 54 ustawy z dnia 22 lipca
2016 r. o Trybunale Konstytucyjnym, Dz. U. poz. 1157).
Prezentowane w literaturze propozycje szerszego rozumienia pojęcia „spory konstytucyjne” należy w tym kontekście traktować
raczej jako ważne postulaty de lege ferenda, a nie opis aktualnego stanu prawnego (por. np. P. Sarnecki, Spory kompetencyjne przed Trybunałem Konstytucyjnym, „Przegląd Sejmowy” nr 5/2009, s. 14-15; P. Czarny, Konstytucyjne spory kompetencyjne (wybrane zagadnienia teoretyczne), „Przegląd Prawa Konstytucyjnego” nr 2/2014, s. 82; M. Zubik, O rozstrzyganiu „sporów kompetencyjnych” przez Trybunał Konstytucyjny, [w:] Prawa człowieka – społeczeństwo obywatelskie – państwo demokratyczne, red. P. Tuleja, M. Florczak-Wątor, S. Kubas, Warszawa 2010, s. 232-233; A. Mączyński, J. Podkowik, uwagi do art. 189, [w:]
Konstytucja RP. Tom II. Komentarz do art. 87-243, red. M. Safjan, L. Bosek, Warszawa 2016, Legalis). W tym kontekście stwierdzano m.in., że „możliwe w praktyce inne spory,
niedające się ewidentnie zakwalifikować jako pozytywne albo negatywne, ale np. o charakterze mieszanym, «pozytywno-negatywne»
‒ nie podlegają kognicji Trybunału Konstytucyjnego. Także postać sporu, przytaczana przez Marszałka Sejmu w uzasadnieniu wniosku
[chodziło o wniosek w sprawie o sygn. Kpt 1/17, nadal oczekujący na rozpoznanie] za komentatorami, czyli przewidziany prawem
swoisty udział jednego organu w wykonywaniu kompetencji innego organu, nie mogłaby podlegać kognicji Trybunału, jeżeli nie
dałaby się jednoznacznie zakwalifikować jako tzw. pozytywny albo negatywny spór kompetencyjny” (D. Dudek, Spory kompetencyjne przed Trybunałem Konstytucyjnym ‒ konflikt w prawie czy prawo do konfliktu, [w:] Dookoła Wojtek… Księga pamiątkowa poświęcona Doktorowi Arturowi Wojciechowi Preisnerowi, red. R. Balicki, M. Jabłoński, Wrocław 2018, s. 478).
1.2. Wnioskodawca w piśmie inicjującym postępowanie zrekonstruował rozumienie pojęcia „spór konstytucyjny” w oparciu o dwie
z kilkunastu publikacji szczegółowych poświęconych temu problemowi (por. s. 6 i 7 wniosku oraz m.in. wskazana wyżej literatura).
Odwołał się w szczególności do wyrażonego w doktrynie poglądu, że „ustawowa regulacja procedury w sprawie rozstrzygania sporów
kompetencyjnych jest zbyt wąska. Oprócz (…) klasycznego sporu pozytywnego i sporu negatywnego, możliwe jest uznanie za spór
kompetencyjny w rozumieniu art. 189 Konstytucji RP przynajmniej jeszcze jednej sytuacji występującej w szczególności w obszarze
kompetencji dzielonych lub kompetencji, których realizacja wymaga współdziałania kilku organów państwa. Sporem nadającym się
do rozstrzygnięcia przez TK będzie więc także sytuacja, w której działanie jednego organu, w ramach jego własnych, szeroko
interpretowanych kompetencji – prowadzi do nieuprawnionego oddziaływania na kompetencje lub sytuację prawną innego organu,
w danej materii niemogącego samodzielnie podjąć określonych działań” (A. Mączyński, J. Podkowik, uwagi do art. 189, op. cit.). Marszałek Sejmu nie odniósł jednak tego poglądu bezpośrednio do wskazanego przedmiotu zaskarżenia. W jego wniosku brak
jest jakiejkolwiek wypowiedzi na temat charakteru wskazanych przez niego sporów.
Podczas rozprawy, odpowiadając na pytania członków składu orzekającego, przedstawiciel wnioskodawcy kilka razy stanowczo stwierdził,
że przedstawione do rozpoznania problemy dotyczą „sporu pozytywnego” (por. protokoły rozprawy z: 3 marca 2020 r., s. 9; 21
kwietnia 2020 r., s. 18 i 20) – nigdy jednak nie dodając, że chodzi tu o „spór pozytywny” w rozumieniu art. 85 ustawy o organizacji
TK. Moim zdaniem, miał on świadomość, że popierany przez niego wniosek nie mieści się w ustawowym ujęciu sporów kompetencyjnych.
Świadczy o tym m.in. zastrzeżenie, że rozpoznawane spory kompetencyjne nie są sporami pozytywnymi w „klasycznym” ujęciu i
mają swoją „specyfikę” (por. protokoły rozprawy z 3 marca 2020 r., s. 35 i 21 kwietnia 2020 r., s. 18).
1.3. Podobnie sytuacje podniesione we wniosku Marszałka Sejmu zakwalifikowali pozostali uczestnicy postępowania.
Przedstawiciel Prezydenta także uznał, że rozpoznawany spór ma charakter pozytywny, lecz „nie jest to klasyczna sytuacja,
kiedy dwa organy wchodzące w grę jako kompetentne w jakimś zakresie twierdzą, że są wyłącznie kompetentne i realizują tę kompetencję”
(protokół rozprawy z 3 marca 2020 r., s. 25; por. także protokół rozprawy z 12 marca 2020 r., s. 15: „tu nie mamy [do czynienia]
z jakąś trzecią postacią sporu kompetencyjnego, tylko z postacią sporu pozytywnego”).
W zbliżony sposób ujął to przedstawiciel Sejmu, który podkreślił, że „mamy do czynienia ze sporem kompetencyjnym pozytywnym,
gdzie Sąd Najwyższy uznaje się za właściwy do tworzenia nowego stanu normatywnego w zakresie ustroju i organizacji sądownictwa
powszechnego, jeśli chodzi o spór z Sejmem i wkracza w prerogatywy prezydenckie, jeśli chodzi spór kompetencyjny z prezydentem
Rzeczypospolitej Polskiej. Tutaj mamy jakby jednoznacznie do czynienia ze sporem kompetencyjnym pozytywnym” (protokół rozprawy
z 12 marca 2020 r., s. 14).
1.4. Także Trybunał Konstytucyjny ujął charakterystykę rozstrzyganego sporu w kategoriach sporów „pozytywnych”.
W uzasadnieniu postanowienia wskazano w tym kontekście m.in., że „Art. 85 u.o.t.p.TK przewiduje (…) dwa typy sporów kompetencyjnych
– pozytywny i negatywny. Praktyka pokazuje, że między centralnymi konstytucyjnymi organami państwa możliwe są jednak też pewne
odmiany tych dwóch zasadniczych typów sporów. (…) Kompetencyjny spór pozytywny ma miejsce nie tylko wtedy, gdy dwa organy
powołują się na te same przepisy, gdy ich kompetencje przecinają się w tej samej sprawie. Pozytywny konflikt kompetencji może
powstać także wtedy, gdy organy realizują swe kompetencje wynikające z różnych przepisów prawa określających ich zakresy właściwości,
ale jeden z organów szeroko, dowolnie wychodząc poza ramy dotyczących go przepisów, intencjonalnymi interpretacjami tych przepisów
prowadzi do wkroczenia swymi działaniami w kompetencje innego organu, w wyłączny zakres jego właściwości. (…) Pojęcie «rozstrzygnięcia
tej samej sprawy» w rozumieniu konstytucyjnego sporu kompetencyjnego oznacza co innego niż rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego
w sprawie indywidualnej powstałej na tle stosowania ustawy. W odniesieniu do sporu kompetencyjnego pomiędzy centralnymi konstytucyjnymi
organami państwa wkroczenie w «rozstrzygnięcie tej samej sprawy» oznacza sytuacje konkretnego wkroczenia przez jeden z centralnych
konstytucyjnych organów państwa w wyłączne kompetencje, w obszar właściwości innego centralnego konstytucyjnego organu państwa”
(cz. III, pkt 2.2 uzasadnienia).
1.5. Moim zdaniem, taka kwalifikacja sytuacji wskazanych we wniosku Marszałka Sejmu jest w oczywisty sposób nieuprawniona.
Z całą pewnością analizowane kwestie nie wyczerpują definicji „pozytywnego” sporu kompetencyjnego w rozumieniu art. 85 pkt
1 ustawy o organizacji TK. Wobec ogólności uregulowań konstytucyjnych jest to jedyna definicja normatywna tego typu sporów
obowiązująca w postępowaniu przed TK.
Art. 85 pkt 1 ustawy o organizacji TK wymaga, aby strony sporu dążyły do wykonania kompetencji „w tej samej sprawie”. Tymczasem
w zakresie materii objętej wnioskiem każdy z centralnych konstytucyjnych organów państwa (Prezydent, Sejm i Sąd Najwyższy)
ma własne kompetencje, które łącznie tworzą warunki do realizacji konstytucyjnego prawa do rozpoznania sprawy przez „właściwy,
niezależny, bezstronny i niezawisły sąd” (por. art. 45 ust. 1 Konstytucji). Kompetencje te mają inny charakter i nie są wykonywane
równocześnie w odniesieniu do tych samych stanów faktycznych. I tak:
Rolą Sejmu jest stworzenie ram ustawowych funkcjonowania sądów. Unormowania te powinny obejmować m.in. gwarancje bezstronności
i niezawisłości sędziowskiej oraz skuteczne wykonywanie przez Sąd Najwyższy funkcji nadzoru judykacyjnego (Konstytucja nie
przesądza bowiem, w jaki sposób ma się to odbywać). Sejm jako organ władzy ustawodawczej nie ma natomiast prawa do ingerencji
w jednostkowe akty stosowania prawa (w tym w prezydenckie akty powołania sędziów i orzeczenia sądów). Może co najwyżej uchwalić
ustawę o amnestii albo abolicji generalnej.
Prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa powołuje sędziów, którzy tworzą substrat osobowy wymiaru sprawiedliwości. Prerogatywa
ta wynika bezpośrednio z Konstytucji, a jej wykonywanie nie zależy od pozostałych władz (por. np. wyroki z: 5 czerwca 2012
r., sygn. K 18/09, OTK ZU nr 6/A/2012, poz. 63; 24 października 2017 r., sygn. K 3/17 OTK ZU A/2017, poz. 68; 11 września
2017 r., sygn. K 10/17, OTK ZU A/2017, poz. 64; 4 marca 2020 r., sygn. P 22/19, OTK ZU A/2020, poz. 31). Ponadto Prezydent
uczestniczy w procesie ustawodawczym (także dotyczącym przepisów o ustroju i organizacji sądownictwa) w zakresie przewidzianym
w Konstytucji dla Głowy Państwa – m.in. dysponuje inicjatywą ustawodawczą, podpisuje uchwalone przez parlament ustawy lub
odmawia ich podpisania oraz inicjuje ich prewencyjną kontrolę (por. art. 118 ust. 1 i art. 122 Konstytucji). Nie ma natomiast
prawa do ingerencji w toczące się postępowania sądowe w sprawach indywidualnych (nie może na przykład składać wniosków o wyłączenie
sędziego czy wnosić środków odwoławczych). Dopiero po ich prawomocnym zakończeniu może skorzystać z prawa łaski (podtrzymuję
w tym kontekście mój pogląd co do interpretacji art. 139 Konstytucji, wyrażony w zdaniu odrębnym do wyroku z 17 lipca 2018
r., sygn. K 9/17, OTK ZU A/2018, poz. 48, dotyczącym abolicji indywidualnej).
Sąd Najwyższy w ramach konstytucyjnej kompetencji nadzoru judykacyjnego dba o to, aby podlegające mu sądy powszechne i wojskowe
orzekały w sposób spójny i zgodny z konstytucyjnymi standardami prawa do sądu. Może to czynić wyłącznie za pomocą instrumentów
stworzonych przez ustawodawcę i wyłącznie w odniesieniu do orzeczeń wydawanych przez sędziów powołanych przez Prezydenta.
Nadzór judykacyjny obejmuje wszystkie kwestie materialnoprawne i procesowe, także przestrzeganie niezawisłości i niezależności
sędziowskiej. Jeżeli w ramach tego nadzoru wydawane są uchwały o mocy zasad prawnych, wiążą one tylko inne składy orzekające
SN, które mogą zainicjować postępowanie zmierzające do zmiany zasady prawnej (por. art. 88 ustawy z dnia 8 grudnia 2017 r.
o Sądzie Najwyższym, Dz. U. z 2019 r. poz. 825, ze zm.; dalej: ustawa o SN).
Wszystkie orzeczenia SN są tylko aktami stosowania prawa – mogą doprowadzić do względnego ujednolicenia wykładni przesłanek
wyłączenia sędziów z orzekania. Nie stają się jednak przez to źródłami powszechnie obowiązującego prawa, bo podstawą oceny,
czy skład sądu jest „właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły” (art. 45 ust. 1 Konstytucji), są nadal przepisy proceduralne
uchwalone przez Sejm. Nie powodują też generalnego (we wszystkich sprawach) zanegowania statusu podlegających wyłączeniu sędziów
powołanych przez Prezydenta (zgodnie z art. 180 Konstytucji sędziowie są bowiem nieusuwalni).
Dotyczy to także tzw. uchwał wykładniczych (abstrakcyjnych), wydawanych na podstawie art. 83 § 1 ustawy o SN. Uchwały te (w
przeciwieństwie do tzw. uchwał konkretnych, wydawanych na podstawie art. 82 ustawy o SN) rozstrzygają wątpliwości, które powstały
w orzecznictwie SN przy okazji więcej niż jednej sprawy. Z tego powodu stosowany w nich język jest połączeniem wypowiedzi
generalnych i abstrakcyjnych z wypowiedziami konkretnymi, obejmującymi elementy stanów faktycznych, których uchwała ma dotyczyć.
Przedstawiona w uchwałach wykładnia spornych przepisów, jakkolwiek ogólna i uniwersalna, zawiera już pewne elementy subsumpcji,
które są dopełniane przez sądy orzekające w indywidualnych sprawach (podobny pogląd wyraziłem też w zdaniu odrębnym do wyroku
z 20 kwietnia 2020 r., sygn. U 2/20, niepubl.). Zawsze jednak chodzi o wyjaśnienie na przyszłość rozbieżności, które powstały
w przeszłości na tle konkretnych spraw, a więc w procesie stosowania prawa uchwalonego przez parlament przez sędziów powołanych
przez Prezydenta.
Podsumowując: każdy z powyższych organów rozstrzyga „inne” sprawy w rozumieniu art. 85 pkt 1 ustawy o organizacji TK: Sejm
decyduje o przepisach, Prezydent na wniosek KRS decyduje o osobach sędziów, a Sąd Najwyższy decyduje o rozbieżności w wykładni
przepisów dotyczących sędziów na tle konkretnych spraw.
Kompetencje te są nie konkurencyjne, ale dopełniające, i są realizowane we wskazanej wyżej sekwencji czasowej. Uchwały SN
zawsze odnoszą się do sędziów powołanych przez Prezydenta – bo nie ma w Polsce innych sędziów. Zawsze też odnoszą się do sędziów,
którzy stosują ustawy, czyli prawo stanowione przez Sejm.
Uwarunkowania normatywne i personalne, które mogą być przedmiotem uchwały SN i determinują jej treść, są tworzone przez Prezydenta
i Sejm w sposób prawnie wiążący i jednostronny, zanim (!) uchwała SN zostanie wydana. Nie ma żadnego sprzężenia zwrotnego
między działaniami SN i wcześniejszymi aktami pozostałych władz – żadna uchwała SN nie może ich skorygować ani uchylić.
Pewne elementy samoregulacji systemu mogą wystąpić tylko pośrednio i tylko pro futuro. Zarówno Prezydent, jak i Sejm mogą brać pod uwagę przedstawioną przez SN wykładnię przepisów. Nie mają jednak takiego obowiązku.
Prezydenta nie wiążą żadne instrukcje, a Sejm może w każdej chwili inaczej niż SN rozstrzygnąć sporne zagadnienie prawne,
zmieniając interpretowane przepisy.
1.6. Uznanie przez Trybunał, że kwestie objęte wnioskiem Marszałka mają charakter sporu „pozytywnego”, ma także interesujące
konsekwencje proceduralne.
Wnioskodawca w piśmie inicjującym postępowanie wskazał jako podstawę prawną wniosku do Trybunału Konstytucyjnego art. 192
w związku z art. 189 Konstytucji „oraz” art. 33 ust. 5 w związku z art. 85 ustawy o organizacji TK. Oznacza to, że swoje działanie
oparł równolegle na dwóch kompleksach przepisów – unormowaniach konstytucyjnych i unormowaniach ustawowych (które korzystają
z domniemania zgodności z Konstytucją). Zgodnie z zasadami języka polskiego „oraz” jest bowiem spójnikiem wyrażającym koniunkcję,
używanym do łączenia zdań lub innych wyrażeń, które odnoszą się do tych samych przedmiotów, osób lub faktów (por. Słownik języka polskiego PWN; Słownik języka polskiego, red. W. Doroszewski, www.sjp.pwn.pl). Sprawy ujęte we wniosku powinny więc wyczerpywać zarówno dyspozycję wskazanych przepisów
Konstytucji, jak i powołanych unormowań ustawowych. Tak jednak nie jest – w świetle powyższych ustaleń, jest oczywiste, że
nie dotyczą one sporów kompetencyjnych w rozumieniu art. 85 ustawy o organizacji TK.
W sentencji postanowienia Trybunał nie podał podstawy prawnej orzekania, co jest zgodne z dotychczasową praktyką (por. postanowienia
z 20 maja 2009 r., sygn. Kpt 2/08, OTK ZU nr 5/A/2009, poz. 78 i 23 czerwca 2008 r., sygn. Kpt 1/08, OTK ZU nr 5/A/2008, poz.
97; w sprawach dotyczących kontroli hierarchicznej zgodności systemu prawa w sentencji podaje się tradycyjnie tylko podstawę
proceduralną merytorycznego rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym zamiast na rozprawie). Nie ulega jednak wątpliwości,
że art. 85 ustawy o organizacji TK nie był podstawą orzeczenia Trybunału (por. wyżej). Jedyny logiczny wniosek jest więc taki,
że Trybunał orzekł w niniejszej sprawie z pominięciem przepisów ustawy o organizacji TK i oparł się bezpośrednio na art. 189
i art. 192 Konstytucji (art. 7 Konstytucji wyklucza bowiem możliwość działania przez Trybunał bez podstawy prawnej). W uzasadnieniu
postanowienia brak jest jednak w tym zakresie jasnej deklaracji i jej jakiegokolwiek uzasadnienia.
Byłby to już drugi w historii Trybunału tego typu precedens. Przypominam, że Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 9 marca 2016
r., sygn. K 47/15 (OTK ZU A/2018, poz. 31), dokonał oceny kilkunastu przepisów ustawy z dnia 22 grudnia 2015 r. o zmianie
ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. poz. 2217) i wprowadzanych przez nią zmian z pominięciem tychże przepisów (miały
one bowiem być jednocześnie przedmiotem i podstawą proceduralną kontroli). Motywy tej decyzji zostały szczegółowo opisane
w uzasadnieniu tego wyroku (cz. III, pkt 1 uzasadnienia). Jak powszechnie wiadomo, okazały się one jednak na tyle kontrowersyjne,
że orzeczenie to zostało opublikowane w Dzienniku Ustaw z ponad 2,5 letnim opóźnieniem (5 czerwca 2018 r., Dz. U. z 2018 r.
poz. 1077), z dopiskiem, że jest to „rozstrzygnięcie wydane z naruszeniem przepisów ustawy”.
O ile bez wahania poparłem tamto rozstrzygnięcie, uznając je za konieczne dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania Trybunału,
to faktycznego pominięcia art. 85 ustawy o organizacji TK w niniejszej sprawie nie mogę zaakceptować. W tym wypadku chodziło
bowiem nie o wprowadzaną w pośpiechu nowość normatywną, ale o rozwiązanie, które obowiązywało bez większych zmian we wszystkich
ustawach o Trybunale Konstytucyjnym od 1997 r. (por. powołane wyżej przepisy). Podnoszone w literaturze zastrzeżenia co do
zbyt wąskiego rozumienia przez ustawodawcę art. 189 Konstytucji pojawiały się co najmniej od 2009 r. (por. wyżej). Były więc
powszechnie znane już przed uchwaleniem obecnie obowiązującej ustawy o organizacji TK i mogły spowodować odpowiednią nowelizację
tego przepisu. Dopóki jednak art. 85 ustawy o organizacji TK obowiązuje, Trybunał ma obowiązek go stosować.
1.7. W świetle powyższych argumentów, postępowanie w niniejszej sprawie należało umorzyć w całości na podstawie art. 59 ust.
1 pkt 2 ustawy o organizacji TK z powodu niedopuszczalności merytorycznego rozpoznania sprawy. Zagadnienia opisane we wniosku
nie stanowią bowiem sporu kompetencyjnego w rozumieniu art. 85 ustawy o organizacji TK, nie są więc objęte kognicją Trybunału
Konstytucyjnego.
2. Braki formalne wniosku Marszałka Sejmu.
Niezależnie od powyższego, uważam, że wniosek Marszałka Sejmu ma poważne braki formalne, które uniemożliwiają uznanie go za
„wniosek w sprawie sporu kompetencyjnego”, o którym mowa w art. 50 ustawy o organizacji TK.
2.1. Po pierwsze, żaden z powołanych przez Marszałka Sejmu przepisów Konstytucji i ustawy o SN nie określa „spornej kompetencji”
stron sporu, jak tego wymaga art. 50 pkt 1 ustawy o organizacji TK.
Niektóre wymienione we wniosku unormowania wskazują kompetencje zastrzeżone wyłącznie dla jednego organu (art. 83 § 1 ustawy
o SN – dla SN, art. 176 ust. 2 i art. 187 ust. 4 Konstytucji – dla ustawodawcy, art. 179 w związku z art. 144 ust. 3 pkt 17
Konstytucji – dla Prezydenta). Inne w ogóle nie mają charakteru przepisów kompetencyjnych, a formułują ogólne zasady ustrojowe
albo określają ogólną funkcję określonych organów (art. 10 i art. 95 ust. 1 Konstytucji), a więc mogą mieć tylko pomocnicze
znaczenie dla rekonstrukcji ich kompetencji.
Marszałek Sejmu nie wskazał natomiast przepisów kompetencyjnych, które upoważniałyby strony sporu do podejmowania „tożsamych
działań prawnych” (por. wspomniane postanowienie o sygn. Kpt 2/08, cz. V, pkt 1.4 uzasadnienia). W sferach ujętych we wniosku
nie może więc dochodzić do żadnego nakładania się (przenikania) kompetencji, a więc tym bardziej – do ich konfliktu.
2.2. Po drugie, wnioskodawca nie przedstawił spójnej koncepcji zakresu podmiotowego stron pierwszego z określonych przez siebie
sporów.
Zdaniem Marszałka Sejmu, spór na tle kształtowania ustroju i organizacji sądownictwa wystąpił jedynie między Sejmem i SN.
Tymczasem wskazane przez niego przepisy Konstytucji (art. 10 i art. 95 ust. 1, art. 176 ust. 2 i art. 187 ust. 4 Konstytucji)
są podstawą łącznej, niepodzielnej kompetencji „ustawodawcy”, tj. Sejmu i Senatu. W świetle tych przepisów jest więc logicznie
wykluczone, aby SN, naruszając kompetencje prawotwórcze Sejmu, nie ingerował równocześnie w kompetencje prawotwórcze Senatu.
Pominięcie Senatu jest tym bardziej zastanawiające, że w drugiej części wniosku Marszałek Sejmu ujął się za Prezydentem, który
należy do segmentu władzy wykonawczej i bierze udział w procesie ustawodawczym tylko w wąskim zakresie, charakterystycznym
dla funkcji Głowy Państwa.
2.3. Po trzecie, jedynym wskazanym we wniosku i (kwestionowanym przez Marszałka Sejmu) działaniem jest wniosek Pierwszego
Prezesa SN z 15 stycznia 2020 r. o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego, złożony na podstawie art. 83 § 1 ustawy o SN (dalej:
wniosek PPSN z 15 stycznia 2020 r.).
Już na pierwszy rzut oka oczywiste jest, że taki „dowód” mógłby co najwyżej uzasadniać istnienie sporu z udziałem Pierwszego
Prezesa SN (a nie Sądu Najwyższego). Przedstawienie wniosku o rozstrzygnięcie zagadnienia prawnego jest uprawnieniem osobistym
Pierwszego Prezesa SN, nie wyraża stanowiska Sądu Najwyższego, lecz jedynie indywidualne poglądy osoby nim kierującej.
Poza tym Sąd Najwyższy może odmówić podjęcia uchwały albo umorzyć postępowanie (w całości lub części), jeżeli jej podjęcie
stało się zbędne (por. art. 86 § 1 ustawy o SN). Do czasu rozstrzygnięcia sprawy każda ta możliwość jest równie prawdopodobna,
jak wydanie uchwały afirmatywnej. W tym kontekście wniosek Marszałka Sejmu należy ocenić jako przedwczesny, a co za tym idzie
– nieuzasadniony.
Nie ma, moim zdaniem, znaczenia, czy wniosek PPSN z 15 stycznia 2020 r. stanowił kulminację napięć, które już wcześniej istniały
między Sądem Najwyższym oraz Prezydentem i Sejmem. Podnoszenie tego typu argumentów dopiero podczas rozprawy jest spóźnione
z uwagi na obowiązującą w postępowaniu przed Trybunałem zasadę pisemności (art. 58 ustawy o organizacji TK). Przekonujące
uzasadnienie realności sporu powinno być zawarte w treści wniosku, a nie konstruowane ad hoc w odpowiedzi na pytania sędziego sprawozdawcy podczas rozprawy.
2.4. Po czwarte, zarzuty wniosku nie zostały w żaden sposób powiązane z treścią wniosku PPSN z 15 stycznia 2020 r.
Marszałek Sejmu wskazał tylko datę, podstawę prawną i uogólniony przedmiot pisma Pierwszego Prezesa SN, a następnie sparafrazował
zastrzeżenia zawarte w jego petitum, bez jakiejkolwiek analizy jego treści. We wniosku Marszałka Sejmu brak jest argumentacji, która łączy „kwestionowane działanie”
(wniosek PPSN z 15 stycznia 2020 r.) z przedmiotem domniemanego sporu kompetencyjnego.
Trudno uznać, że wystarcza to dla dopełnienia ustawowego wymogu uzasadnienia wniosku o rozpoznanie sporu kompetencyjnego (por.
art. 50 pkt 3 ustawy o organizacji TK), zwłaszcza że w uzasadnieniu wniosku PPSN są zawarte stwierdzenia wyraźnie podważające
zasadność zarzutów Marszałka Sejmu.
Przykładem może być następujący wywód: „rozstrzygnięcie przez skład połączonych Izb – Izby Cywilnej, Izby Karnej oraz Izby
Pracy i Ubezpieczeń Społecznych zagadnienia prawnego przedstawionego w petitum wniosku ma fundamentalne znaczenie dla właściwego ukształtowania praktyki orzeczniczej Sądu Najwyższego oraz sądów powszechnych.
Konieczność wystąpienia na podstawie art. 83 § 1 ustawy o SN z abstrakcyjnym pytaniem prawnym uzasadniają racje związane z
pewnością i stabilnością funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, włącznie z ryzykiem powstania chaosu prawnego, który mógłby
wiązać się z nierozstrzygnięciem przedstawionych rozbieżności. Jednocześnie Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego podkreśla, że
niniejszy wniosek nie dotyczy kwestii samego powoływania na stanowisko sędziego przez Prezydenta RP, lecz ma na celu zabezpieczenie
prawidłowego biegu procesu sądowego i ważności orzeczeń wydawanych przez sądy powszechne, wojskowe oraz przez Sąd Najwyższy”
(s. 17-18 wniosku PPSN).
Zarzuty wkroczenia przez SN w kompetencje legislacyjne Sejmu i prezydencką prerogatywę powoływania sędziów jawią się w tym
kontekście jako nadinterpretacja intencji Pierwszego Prezesa SN, która nie ma poparcia w treści wniosku.
2.5. Po piąte, uważam, że Marszałek Sejmu nie wykazał w przekonujący sposób swojej legitymacji do zainicjowania sporu kompetencyjnego
w sferze, która nie dotyczy go bezpośrednio – tzn. w relacjach między SN i Prezydentem.
Zdania doktryny co do charakteru legitymacji czynnej w postępowaniu w sprawie sporów kompetencyjnych są podzielone.
Stanowisko o uniwersalnym (generalnym) charakterze legitymacji procesowej podmiotów wymienionych w art. 192 Konstytucji prezentowali
m.in. (w kolejności chronologicznej): W. Skrzydło, M. Zubik, A. Mączyński i J. Podkowik oraz B. Naleziński (por. W. Skrzydło,
Rola Trybunału Konstytucyjnego w rozstrzyganiu sporów kompetencyjnych, [w:] Konstytucja i władza we współczesnym świecie. Doktryna – prawo – polityka. Prace dedykowane Profesorowi Wojciechowi Sokolewiczowi
na siedemdziesięciolecie urodzin, red. M. Kruk, J. Trzciński, J. Wawrzyniak, Warszawa 2002, s. 491; M. Zubik, op. cit., s. 234; A. Mączyński, J. Podkowik, uwagi do art. 192, op. cit.; B. Naleziński, uwagi do art. 192, [w:] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, red. P. Tuleja, Warszawa 2019, Lex). Było ono motywowane przede wszystkim wykładnią językową art. 192 Konstytucji (która
nie przewiduje expressis verbis żadnego ograniczenia przedmiotowego wniosków składanych przez wymienione w nim podmioty) oraz założeniem, że każdy wnioskodawca,
inicjując spór kompetencyjny (nawet taki, który go nie dotyczy), działa w interesie publicznym.
Poglądy bardziej restrykcyjne, zgodnie z którymi wnioskodawca co do zasady powinien uprawdopodobnić przynajmniej minimalny,
dostatecznie skonkretyzowany własny interes prawny w rozpoznaniu sporu kompetencyjnego, który nie dotyczy go bezpośrednio,
wyrażali m.in. (w kolejności chronologicznej): L. Garlicki, P. Sarnecki, B. Banaszak, P. Czarny oraz D. Dudek (por. L. Garlicki,
uwagi do art. 189, [w:] Komentarz do Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, t. IV, red. L. Garlicki, Warszawa 2007, s. 4; L. Garlicki, uwagi do art. 192, [w:] tamże, s. 3; P. Sarnecki, op. cit., s. 14 i 16 – autor ten opowiada się za legitymacją generalną, ale pod warunkiem wykazania własnego interesu prawnego; B.
Banaszak, uwagi do art. 189, [w:] B. Banaszak, Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Warszawa 2012, Legalis – autor ten powołuje się na pogląd L. Garlickiego; P. Czarny, op. cit., s. 82; D. Dudek, op. cit., s. 473). Wymienieni autorzy odwoływali się przede wszystkim do wykładni systemowej i celowościowej art. 192 Konstytucji, a także
zalet wynikających z kontradyktoryjności postępowania, przy czym często podkreślane było domniemanie legitymacji uniwersalnej
Prezydenta (to on ma bowiem najszerszą, bezpośrednią legitymację demokratyczną; por. podobne – moim zdaniem – nieprzekonujące
uzasadnienie legitymacji Marszałka Sejmu w niniejszej sprawie – cz. III, pkt 2.1 uzasadnienia komentowanego postanowienia).
Jeżeli natomiast chodzi o praktykę, to jedyny dotychczas rozpoznany merytorycznie spór kompetencyjny został zainicjowany przez
Prezesa Rady Ministrów, który występował w celu ochrony własnych uprawnień (por. powołane już postanowienie o sygn. Kpt 2/08).
Specyficzna sytuacja wystąpiła natomiast w wypadku pierwszego historycznie sporu kompetencyjnego, zakończonego umorzeniem
postępowania (por. wspomniane postanowienie o sygn. Kpt 1/08). Dotyczyła ona wniosku Pierwszego Prezesa SN w sprawie sporu
między Prezydentem i Krajową Radą Sądownictwa. W uzasadnieniu tego orzeczenia stwierdzono, że art. 192 Konstytucji „nie zawiera
(…) ograniczeń dotyczących zakresu, którego dotyczyć może wniosek o rozpoznanie sporu kompetencyjnego (…), w tym wymogu powiązania
sfery, jakiej domniemany spór dotyczy, z podstawowym zakresem działania organu zwracającego się z wnioskiem o rozpatrzenie
sporu” (cz. II, pkt 1.1 uzasadnienia).
Uważam, że nie należy tego jednak interpretować jako pełnej i ostatecznej odpowiedzi na pytanie o zakres przedmiotowy legitymacji
podmiotów uprawnionych do zainicjowania postępowania w sprawie sporów kompetencyjnych (zwłaszcza w kategoriach braku obowiązku
wykazania przez wnioskodawcę jakiegokolwiek własnego interesu prawnego w rozstrzygnięciu sprawy). Cytowane stwierdzenie zawierało
jedynie omówienie treści art. 192 Konstytucji (z niewielkimi tylko elementami wykładni), a poza tym stanowiło element uwag
wprowadzających do właściwego uzasadnienia umorzenia postępowania (opartego na zupełnie innych przesłankach niż brak legitymacji)
i w oczywisty sposób nie uwzględniało systemowych uwarunkowań komentowanego przepisu. Zostało ono zresztą wyrażone na kanwie
jednej tylko sprawy, w której posiadanie własnego interesu prawnego przez wnioskodawcę było oczywiste z uwagi na powiązania
ustrojowe i organizacyjne z jedną ze stron domniemanego sporu (Pierwszy Prezes SN jest z urzędu członkiem Krajowej Rady Sądownictwa
– por. art. 187 ust. 1 pkt 1 Konstytucji). Z tego powodu nie można na jego podstawie wyciągać zbyt daleko idących wniosków.
Moim zdaniem, brak ograniczeń przedmiotowych w art. 192 Konstytucji nie oznacza, że wymienione w nim podmioty mogą inicjować
postępowanie w sprawie sporów kompetencyjnych zawsze, gdy uznają to za stosowne – bez względu na pełnione funkcje ustrojowe
i relacje prawne ze stronami sporu. Z uwagi na przewidziane w ustawie o organizacji TK skutki złożenia wniosku (który automatycznie
powoduje zawieszenie postępowania przed organami prowadzącymi spór w sprawach objętych tym sporem – por. art. 86 ust. 1 ustawy
o organizacji TK), mogłoby to bowiem prowadzić do nadużywania tej instytucji w sytuacji politycznego konfliktu między organami
państwa (moje obawy w tym zakresie sygnalizowałem już szeroko w zdaniu odrębnym do wydanego w ramach niniejszego postępowania
postanowienia z 28 stycznia 2020 r., sygn. Kpt 1/20, w sprawie tymczasowego uregulowania kwestii spornych; dalej: postanowienie
regulacyjne). Wykluczałbym w szczególności możliwość inicjowania postępowania przed TK „w zastępstwie” organów, które same
na mocy art. 192 Konstytucji dysponują legitymacją czynną – w tym w szczególności Prezydenta.
Podczas rozprawy w niniejszej sprawie nie uzyskałem odpowiedzi na pytanie, dlaczego Prezydent – dostrzegając problem podniesiony
przez Marszałka Sejmu (o czym świadczy radykalny ton przedstawionego przez niego w niniejszej sprawie stanowiska) – nie wystąpił
z własnym wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego (por. protokół rozprawy z 12 marca 2020 r., s. 17-18). Uważam, że konstytucyjna
zasada legalizmu w zasadzie zobowiązuje organ, który dostrzegł ograniczenie lub zagrożenie swoich kompetencji, do zainicjowania
postępowania w sprawie rozstrzygnięcia sporu kompetencyjnego (por. P. Sarnecki, op. cit., s. 18). Dotyczy to zwłaszcza Prezydenta jako „strażnika Konstytucji” (por. art. 126 ust. 2 Konstytucji).
Wbrew poglądom wyrażanym podczas rozprawy oraz incydentalnie także w literaturze (por. D. Dudek, op. cit., s. 484), ani ogólna deklaracja wnioskodawcy o działaniu w interesie publicznym, ani następcza aprobata strony sporu dla
wniosku innego podmiotu (na nieznanej ustawie w tym kontekście zasadzie falsus procurator) nie może skutecznie konwalidować braku własnego interesu prawnego w rozstrzygnięciu sporu. W sytuacji zainicjowania sporu
„obojętnego” dla wnioskodawcy (między podmiotami trzecimi), trudne (a chyba nawet niemożliwe) jest wykazanie, że spór ten
ma dla niego charakter realny i wymaga interwencji Trybunału (wskazane przez niego podmioty w każdej chwili mogą samodzielnie
zażegnać konflikt albo negować jego istnienie). Istotnie wzrastałoby także ryzyko instrumentalnego nadużywania tej instytucji,
zwłaszcza że automatyczne zawieszenie postępowania na skutek wszczęcia sporu kompetencyjnego dotyczy tylko stron postępowania
(a nie wnioskodawcy – por. art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji TK). Poza tym inne są uprawnienia procesowe wnioskodawcy i
stron sporu – wnioskodawca samodzielnie decyduje o zakresie podmiotowym, przedmiotowym i czasowym kontrowersji poddanych pod
osąd Trybunału i tylko on może wniosek wycofać (do rozpoczęcia rozprawy – por. art. 56 ust. 2 pkt 1 ustawy o organizacji TK),
wymuszając umorzenie postępowania (por. art. 59 ust. 1 pkt 1 ustawy o organizacji TK). Wskazane przez niego strony sporu mogą
co najwyżej próbować wpływać na przebieg i zakres postępowania przy pomocy przedstawianych stanowisk, co jednak nie wiąże
Trybunału nawet podczas oceny realności sporu. Konsekwencją braku obowiązku posiadania i wykazania przez wnioskodawcę własnego
interesu w rozpoznaniu sporu mogłoby być kierowanie do Trybunału sporów, które – zdaniem jego domniemanych stron – w ogóle
nie istnieją albo ujawniają się na innej płaszczyźnie niż wskazana we wniosku.
W świetle przytoczonych argumentów, jestem zdania, że podstawowym (a może nawet jedynym) ratio wystąpienia z wnioskiem o rozpoznanie sporu kompetencyjnego przez Marszałka Sejmu powinna być obrona praw reprezentowanej
przez niego Izby (por. P. Sarnecki, op. cit., s. 19; L. Garlicki, uwagi do art. 192, op. cit.). Nie jest natomiast dopuszczalne inicjowanie przez niego postępowania w sprawie rzekomego konfliktu między Prezydentem i
Sądem Najwyższym, skoro tak Prezydent jak i Pierwszy Prezes SN mogą samodzielnie dokonać oceny sytuacji i w razie potrzeby
uczynić użytek z własnej zdolności wnioskowej (por. art. 192 Konstytucji).
2.6. Wszystkie powyższe okoliczności także powinny spowodować umorzenie postępowania w całości na podstawie art. 59 ust. 1
pkt 2 ustawy o organizacji TK z powodu niedopuszczalności merytorycznego rozpoznania sprawy.
3. Zastrzeżenia dotyczące trybu rozpoznawania sprawy.
Odrębne zastrzeżenia budzi również tryb rozpoznania sprawy przez Trybunał Konstytucyjny.
3.1. Po pierwsze, obawiam się, że w niniejszej sprawie zabrakło wystarczającej refleksji nad właściwym ukształtowaniem składu
orzekającego Trybunału w kontekście zasady nemo iudex in causa sua (nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie).
Marszałek Sejmu jako jedyny dowód istnienia sporu kompetencyjnego wskazał wniosek PPSN z 15 stycznia 2020 r., dotyczący procesowych
konsekwencji udziału w składach orzekających sędziów powołanych na wniosek KRS ukształtowanej w trybie określonym przez ustawę
z dnia 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2018 r. poz.
3; dalej: nowelizacja).
W tym kontekście należało więc zwrócić uwagę, że (co jest faktem powszechnie znanym) dwóch członków obecnego składu orzekającego
TK ubiegało się o stanowisko sędziego Sądu Najwyższego na zasadach przewidzianych w nowelizacji (jeden sędzia został powołany
na stanowisko sędziego Izby Karnej SN, a następnie został powołany na sędziego TK, a druga osoba jako urzędujący sędzia TK
zgłosiła swoją kandydaturę do Izby Dyscyplinarnej SN, lecz ją wycofała przed zakończeniem procesu rekrutacyjnego). Dwie inne
osoby bezpośrednio przed powołaniem na urząd sędziego TK były posłami, brały udział w pracach legislacyjnych nad nowelizacją
ustawy o KRS (w tym jedna z tych osób była przewodniczącym Komisji Ustawodawczej), a ponadto były posłami-członkami ukonstytuowanego
na podstawie tych przepisów organu (a więc brały udział w procedurze opiniowania sędziów, których dotyczyła uchwała połączonych
Izb SN z 23 stycznia 2020 r., sygn. akt BSA I-4110-1/20, Lex nr 2784794; dalej: uchwała SN z 23 stycznia 2020 r.).
Moim zdaniem, fakty te mogły wywoływać wątpliwości co do bezstronności powyższej czwórki sędziów TK w rozumieniu art. 39 ust.
2 pkt 2 ustawy o organizacji TK. Można bowiem przyjąć, że osoby, które aktywnie uczestniczyły w tworzeniu i stosowaniu nowych
zasad powoływania sędziów albo ubiegały się o stanowisko sędziego SN po wejściu w życie nowelizacji, w ten sposób (przez działania
faktyczne) wyraziły swoją aprobatę dokonanych zmian i wzięły udział w ich wdrażaniu. Merytoryczne rozstrzygnięcie niniejszej
sprawy w sposób pośredni odnosi się więc także do oceny działań wskazanych sędziów TK.
Uważam, że znaczenie powyższych faktów powinno zostać ocenione przez Trybunał Konstytucyjny w trybie przewidzianym ustawą
o organizacji TK przed podjęciem jakiejkolwiek czynności w sprawie z udziałem powyższych sędziów, a zwłaszcza przed wydaniem
w ramach postępowania jakiegokolwiek orzeczenia. Tak się jednak nie stało, co sygnalizowałem już w zdaniu odrębnym do wydanego
w ramach niniejszej sprawy postanowienia regulacyjnego.
Złożone w niniejszej sprawie wnioski o wyłączenie z udziału w rozpoznawaniu sprawy sędziów TK niedostatecznie eksponowały
powyższe okoliczności (dotyczyły one zresztą także innych sędziów i podawały inne powody zastrzeżeń co do ich bezstronności).
Uważam, że powinny je uwzględnić oraz ocenić ich wagę i znaczenie także rozpoznające te wnioski składy Trybunału oraz sami
sędziowie, których sygnalizowane wyżej wątpliwości dotyczą.
Ocena zgodności z prawem składu orzekającego w niniejszej sprawie nastąpiła bez mojego udziału (nie zostałem wyznaczony do
rozpoznania żadnego z wniosków o wyłączenie). W tej sytuacji wątpliwości co do sposobu i kierunku tego rozstrzygnięcia mogę
wyrazić tylko w zdaniu odrębnym do końcowego orzeczenia w sprawie.
3.2. Po drugie, uważam, że błędem było postanowienie regulacyjne.
Nie powtarzając w całości obszernej argumentacji przedstawionej w zdaniu odrębnym do tego postanowienia, przypomnę tylko,
że – moim zdaniem – zostało ono wydane na podstawie wadliwego formalnie i oczywiście bezpodstawnego wniosku o rozpoznanie
sporu kompetencyjnego, a ponadto z naruszeniem wymogów wynikających z art. 86 ust. 2 ustawy o organizacji TK (jako nieprzewidziana
w ustawie sankcja za stwierdzone przez TK niewykonanie przez SN art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji TK). Istotne wątpliwości
budził także sam sposób jego sformułowania i uzasadnienia, a także publikacja w Monitorze Polskim.
3.3. Po trzecie, w niniejszej sprawie niewątpliwie doszło do ograniczenia ustawowych praw Rzecznika Praw Obywatelskich (dalej:
RPO lub Rzecznik).
RPO jest pełnoprawnym uczestnikiem każdego postępowania przed TK (oprócz postępowania w sprawie prewencyjnej kontroli ustaw),
jeżeli zgłosi swój udział w postępowaniu w ustawowym terminie (por. art. 42 pkt 10 w związku z art. 63 ust. 2 ustawy o organizacji
TK). Ustawa o organizacji TK nie przewiduje żadnego odstępstwa dla postępowań w sprawie sporów kompetencyjnych.
Tymczasem w niniejszej sprawie:
– wydano wspomniane postanowienie regulacyjne na trzy tygodnie przed upływem terminu zgłoszenia przez Rzecznika udziału w
sprawie i zajęcia stanowiska, określonego w art. 63 ust. 2 ustawy o organizacji TK, a w konsekwencji – bez zapoznania się
z jego stanowiskiem (co stanowi złamanie wymogu określonego w art. 86 ust. 2 ustawy o organizacji TK – por. moje zdanie odrębne
do postanowienia regulacyjnego w sprawie o sygn. Kpt 1/20);
– wyznaczono pierwszą rozprawę przed upływem terminu określonego w art. 93 ust. 2 i 4 ustawy o organizacji TK, określającego
minimalny czas między doręczeniem uczestnikom postępowania zawiadomienia o terminie rozprawy oraz jej datą (pismo Rzecznika
informujące o przystąpieniu do sprawy i przedstawiające stanowisko o konieczności umorzenia postępowania z powodu niedopuszczalności
wydania orzeczenia wpłynęło do Trybunału 18 lutego 2020 r., a pierwsza rozprawa odbyła się 3 marca 2020 r., a więc z naruszeniem
nawet terminu skróconego, wynikającego z art. 93 ust. 4 ustawy o organizacji TK).
Nie są mi znane żadne obiektywne przyczyny, które pozwalałyby usprawiedliwić powyższe fakty. Uważam je nie tylko za przejaw
niewłaściwej interpretacji wymienionych wyżej przepisów ustawy o organizacji TK (które należy odczytywać z uwzględnieniem
zasady legalizmu, o której mowa w art. 7 Konstytucji), ale także odstąpienie od konstytucyjnego nakazu współdziałania władz
(por. preambuła Konstytucji). Wymogi określone w art. 63 ust. 2, art. 86 ust. 2 oraz art. 93 ust. 2 i 4 ustawy o organizacji
TK nie dotyczą bowiem kwestii ściśle organizacyjnych, ale mają istotny wymiar gwarancyjny – zapewniają Rzecznikowi minimalny
czas na zapoznanie się ze sprawą i zajęcie stanowiska, które Trybunał jest obowiązany rozważyć w ramach obowiązku wszechstronnego
wyjaśnienia sprawy (por. art. 69 ustawy o organizacji TK). Wynik niniejszego postępowania ma zaś bezpośredni wpływ na realizację
praw i wolności obywatelskich (prawa do sądu gwarantowanego w art. 45 ust. 1 Konstytucji, a pośrednio – także wszystkich praw
podmiotowych podlegających ochronie sądowej).
W tej sytuacji nie było dla mnie zaskoczeniem, że Rzecznik ograniczył się do przedstawienia stanowiska pisemnego i nie brał
udziału w rozprawie. Zdecydowanie nie pochwalam takiej strategii procesowej (zaprezentowanej w niniejszej sprawie niestety
także przez Sąd Najwyższy), jednak mam świadomość, że została ona w pewnym stopniu wywołana przez sam Trybunał.
3.4. Mam także wątpliwości (sygnalizowane już w zdaniu odrębnym do postanowienia regulacyjnego w sprawie o sygn. Kpt 1/20),
czy pismo Marszałka Sejmu z 28 stycznia 2020 r. (określone jako „pisemne uwagi” dotyczące wniosku o rozpoznanie sporu kompetencyjnego)
powinno być potraktowane jako stanowisko Sejmu, tj. uczestnika postępowania w rozumieniu art. 63 ust. 1 i art. 86 ust. 2 ustawy
o organizacji TK.
Pismo to zostało podpisane przez Marszałka Sejmu, a jako jego podstawę prawną wskazano wyłącznie przepisy ustawy o organizacji
TK, z których wynika status Sejmu jako uczestnika postępowania w sprawie i prawo do zajęcia stanowiska (por. art. 42 pkt 6
i art. 63 ust. 1 ustawy o organizacji TK). W przygotowaniu tego stanowiska nie brał jednak udziału żaden inny organ Sejmu
(źródło: www.sejm.gov.pl), całkowicie pominięta została w szczególności Komisja Ustawodawcza, do której zakresu działania
należą „sprawy związane z postępowaniem przed Trybunałem Konstytucyjnym” (lege non distinguente – wszystkie sprawy, także w sprawie sporów kompetencyjnych – por. pkt 24 załącznika do uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej
z dnia 30 lipca 1992 r. – Regulamin Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, M. P. z 2019 r. poz. 1028, ze zm.; dalej: regulamin Sejmu;
por. także kompetencje tej komisji w sprawach dotyczących niezgodności ustawy z Konstytucją – art. 121 regulaminu Sejmu).
Moim zdaniem, podwójna rola Marszałka Sejmu (jako wnioskodawcy i reprezentanta strony sporu kompetencyjnego) zasługuje w niniejszej
sprawie na krytyczną ocenę także dlatego, że opiera się na błędnym założeniu bezwzględnej jednomyślności Sejmu i Marszałka.
Tymczasem Marszałek Sejmu kieruje wniosek o rozpoznanie sporu kompetencyjnego „we własnym imieniu i na własną odpowiedzialność
polityczną” (por. A. Mączyński, J. Podkowik, uwagi do art. 192, op. cit.), podczas gdy stanowisko merytoryczne w sprawie przedstawia w imieniu Sejmu (w praktyce: większości sejmowej) jako strony
sporu kompetencyjnego. Poglądy tych podmiotów mogą się więc różnić (a nawet być całkowicie przeciwstawne).
3.5. Po piąte, nie mogę także nie zauważyć, że uzasadnienie postanowienia w niniejszej sprawie zostało sporządzone i podpisane
przez skład orzekający ze znacznym przekroczeniem terminu, wskazanego w art. 108 ust. 3 ustawy o organizacji TK. Zgodnie z
tym przepisem, „Trybunał jest obowiązany, nie później niż w ciągu miesiąca od dnia ogłoszenia orzeczenia, sporządzić jego
uzasadnienie w formie pisemnej. Uzasadnienie podpisują sędziowie Trybunału, którzy głosowali nad orzeczeniem”.
Niniejsze postanowienie zostało wydane 21 kwietnia 2020 r., a jego pisemne uzasadnienie przedstawiono mi do podpisu 6 października
2020 r. (a więc z ponad czteromiesięcznym opóźnieniem).
Wedle mojej wiedzy, nie zaistniały żadne okoliczności uniemożliwiające sporządzenie i podpisanie pisemnego uzasadnienia postanowienia
w ustawowym terminie. Argumentacja przedstawiona na piśmie jest w zasadniczych wątkach i sformułowaniach tożsama z ustnymi
motywami, przedstawionymi przez sędziego sprawozdawcę bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku (por. art. 112 ust. 2 ustawy o organizacji
TK); podobny jest również jej zakres i poziom szczegółowości. Trybunał Konstytucyjny od 21 kwietnia 2020 r. wielokrotnie zbierał
się na narady pełnego składu, odbyło się także kilka rozpraw pełnego składu TK (14 lipca 2020 r. – w sprawie o sygn. Kp 1/19;
15 lipca, 18 sierpnia i 6 października 2020 r. – w sprawie o sygn. P 4/18) – istniały więc odpowiednie warunki organizacyjne,
umożliwiające szybsze zakończenie pracy nad uzasadnieniem komentowanego postanowienia.
3.6. Po szóste, należy odnotować, że obecny wniosek Marszałka Sejmu został rozpoznany w ciągu trzech miesięcy od jego wniesienia,
a więc znacznie szybciej niż przeciętna sprawa (w Informacji o istotnych problemach wynikających z działalności i orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego w 2018 r., www.trybunal.gov.pl, nie podano danych na temat średniego czasu rozpoznawania sprawy; wydaje mi się, że w ostatnich latach
wynosi ona średnio ok. 2 lata; dla porównania postępowanie w sprawie jedynego wcześniejszego sporu kompetencyjnego rozpoznawanego
merytorycznie trwało od 17 października 2008 r. do 20 maja 2009 r. – por. wspomniane postanowienie o sygn. Kpt 2/08).
Sprawność postępowania (jednak nie kosztem jego jakości) jest istotną wartością procesową, która ma wymiar konstytucyjny (por.
preambuła Konstytucji). Na jej znaczenie w odniesieniu do Trybunału Konstytucyjnego zwrócono uwagę m.in. w powołanym już wyroku
o sygn. K 47/15.
W tym konkretnym wypadku tempo rozpoznania sprawy może jednak rodzić pewne pytania co do sposobu działania Trybunału. Od prawie
trzech lat na rozpoznanie oczekuje bowiem inna sprawa zainicjowana w tym samym trybie, dotycząca relacji między Prezydentem
i Sądem Najwyższym w kontekście innej prerogatywy (prawa łaski, o którym mowa w art. 139 Konstytucji). Mam tutaj na myśli
wniosek z 8 czerwca 2017 r., oznaczony sygn. Kpt 1/17.
3.7. Powyższe nieprawidłowości mają oczywiście różny ciężar gatunkowy i skutki, ale ich kumulacja w jednej sprawie o wyjątkowo
doniosłym znaczeniu systemowym nie zasługuje na aprobatę.
4. Inne uwagi do sentencji i uzasadnienia postanowienia.
4.1. Moim zdaniem, ważne dodatkowe zastrzeżenia budzi także treść wydanego postanowienia.
4.2. Po pierwsze, dostrzegalne są istotne różnice między brzmieniem petitum wniosku Marszałka Sejmu (zacytowanym zresztą w komparycji wyroku bez sprostowania oczywistej niestaranności w odmianie słowa
„skuteczność” w końcowej części tego tekstu) a tenorem sentencji.
Wnioskodawca w punkcie I petitum wniosku zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o ustalenie uprawnień SN do dokonywania zmian stanu normatywnego w sferze
ustroju i organizacji wymiaru sprawiedliwości, wskazując (jako jeden z wykorzystywanych w tym celu środków – „w tym”) uchwały
wydawane na podstawie art. 83 § 1 ustawy o SN w związku z orzeczeniem sądu międzynarodowego. Trybunał Konstytucyjny w pkt
1 sentencji orzekł jednak węziej – jedynie o kompetencjach związanych z tymi uchwałami (wydawanymi zarówno w związku z orzeczeniami
sądów międzynarodowych, jak i z przyczyn czysto „krajowych” – „również w związku”), precyzując, że problem polega nie na samym
wydawaniu tych uchwał, lecz na dokonywaniu w nich prawotwórczej wykładni przepisów prawa (por. w sprawie charakteru tych uchwał
– moje zdanie odrębne do wyroku o sygn. U 2/20).
Uważam, że Trybunał prawidłowo dostrzegł, iż zakresem wniosku są objęte nie wszystkie przejawy działalności SN, ale tylko
uchwały dotyczące rozstrzygnięcia abstrakcyjnych zagadnień prawnych, o których mowa w art. 83 § 1 ustawy o SN. Zawężenie zakresu
rozpoznania powinno jednak być jeszcze dalej idące z uwagi na uzasadnienie wniosku, które ogranicza się – jak już podkreślałem
– tylko do obaw wnioskodawcy związanych z perspektywą wydania konkretnej uchwały abstrakcyjnej (zainicjowanej wnioskiem PPSN
z 15 stycznia 2020 r. w związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej – dalej: TSUE – z 19 listopada 2019
r. w połączonych sprawach C-585/18, C-624/18 i C-625/18; dalej: wyrok TSUE z 19 listopada 2019 r.). W piśmie inicjującym postępowanie
Marszałek Sejmu nie podał przykładu żadnej innej sprawy (lub ich rodzaju), który budziłby podobne wątpliwości. Zrobił to natomiast
w uzasadnieniu wyroku Trybunał, twierdząc, że wniosek PPSN z 15 stycznia 2020 r. jest tylko elementem wieloetapowego działania
konstytuującego spór kompetencyjny, który rozpoczął się już złożeniem w 2018 r. przez SN pytań prejudycjalnych do Trybunału
Sprawiedliwości, a „zmaterializował się” przez wydanie uchwały SN z 23 stycznia 2020 r. (por. cz. III, pkt 1, 2.2 i 3.2 uzasadnienia).
Jeszcze większy problem jest z rozstrzygnięciem sporu kompetencyjnego, opisanego w punkcie II petitum wniosku. Marszałek Sejmu kwestionował w nim prawo SN lub innego sądu do „oceny skuteczności” powołania sędziego i prawa wykonywania
władzy sądowniczej oraz prawo SN do „wiążącej interpretacji przepisów Konstytucji”. Tymczasem Trybunał w pkt 2 sentencji zdefiniował
charakter kompetencji Prezydenta do powoływania sędziów (lit. a), a następnie orzekł o braku kompetencji SN do „sprawowania
nadzoru” nad powoływaniem sędziów przez Prezydenta, „w tym dokonywania wiążącej wykładni przepisów” (bez określenia ich rodzaju)
dotyczących wykonywania tej kompetencji (lit. b).
Uważam, że pierwsza część tego orzeczenia budzi wątpliwości redakcyjne (por. kompleksowe przedstawienie tego typu wad niżej).
Druga natomiast trafnie pomija kompetencje innych sądów niż SN (nie są one bowiem stronami sporu kompetencyjnego), ale w innych
aspektach w istotny sposób wykracza poza zakres zaskarżenia. „Nadzór” (działanie władcze, polegające na możliwości skutecznego
skorygowania nadzorowanego zachowania – por. np. art. 148 pkt 6 Konstytucji) to coś więcej niż „ocena” (opinia, pogląd – por.
np. art. 190 ust. 3 Konstytucji), a „przepisy” to nie tylko „przepisy Konstytucji” (por. art. 87 Konstytucji). W piśmie inicjującym
postępowanie ani w wypowiedziach podczas rozprawy (por. protokoły rozprawy z 3 marca 2020 r. i 21 kwietnia 2020 r.) nie dostrzegłem
ujmowania relacji między Prezydentem i Sądem Najwyższym w kategoriach „nadzoru” (który jest pojęciem konstytucyjnym), a art.
183 ust. 1 Konstytucji wyraźnie wskazuje, że SN sprawuje nadzór tylko „nad działalnością sądów powszechnych i wojskowych w
zakresie orzekania” (czego nie można interpretować rozszerzająco – por. art. 7 Konstytucji). W uzasadnieniu wniosku nie znalazłem
też uzasadnienia zarzutu dokonywania przez SN wiążącej interpretacji przepisów Konstytucji (na s. 13 i 14 postawiono jedynie
tezę, że jest to niedopuszczalne; na marginesie: instytucja wiążącej wykładni prawa w polskim prawie w ogóle nie występuje
– por. niżej).
Powyższe istotne różnice nie zostały ani opisane, ani wyjaśnione w uzasadnieniu orzeczenia Trybunału, które w związku z tym
nie ujawnia istotnego elementu motywów orzekania. Jedynym wywodem odnoszącym się do dokonanej przez Trybunał rekonstrukcji
przedmiotu sprawy jest twierdzenie, że: „Procedura rozstrzygania sporu kompetencyjnego przez TK rządzi się inną metodologią
i konstrukcją niż procedura oceny hierarchicznej zgodności prawa z Konstytucją. Sporu kompetencyjnego nie dotyczy w pełni
zasada związania zakresem wniosku. (…) Rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego wprost nakazuje szeroką ocenę całokształtu kontekstu
prawnego, statusu i pozycji ustrojowej organów, których spór dotyczy. Wybór problemów koniecznych do zbadania sporu kompetencyjnego
należy do TK” (cz. III, pkt 1 uzasadnienia in fine).
Moim zdaniem, teza ta jest tylko w części trafna. Rzeczywiście w postępowaniu w sprawie sporów kompetencyjnych nie obowiązuje
ustawowa zasada związania zakresem wniosku (art. 67 ustawy o organizacji TK odnosi się bowiem wyłącznie do wniosków w sprawie
kontroli hierarchicznej zgodności norm, ponieważ tylko w takich sprawach występują przedmiot i wzorce kontroli w rozumieniu
przyjętym w tym przepisie). W świetle regulacji art. 192 w związku z art. 189 Konstytucji, nie ma jednak żadnych wątpliwości,
że Trybunał także w tym wypadku może orzekać wyłącznie na wniosek uprawnionego podmiotu – a więc i w granicach sporu kompetencyjnego
określonego przez wnioskodawcę. Nie ma natomiast prawa do samodzielnego szerszego definiowania zakresu przedmiotowego rozpoznawanej
sprawy (może co najwyżej orzec węziej niż wnosi podmiot inicjujący postępowanie – jeżeli rozstrzygnięcie wniosku w całości
jest formalnie niemożliwe z uwagi na ujemne przesłanki procesowe wymienione w art. 59 ust. 1 ustawy o organizacji TK – lecz
nie szerzej). Poza tym także w wypadku sporów kompetencyjnych obowiązuje zasada, że postępowanie przed TK prowadzi się przede
wszystkim w formie pisemnej (por. art. 58 ustawy o organizacji TK).
Z powyższych powodów, orzeczenie przez Trybunał z urzędu w zakresie wykraczającym poza uzasadnienie wniosku Marszałka uważam
za niedopuszczalne. W tym kontekście zwraca uwagę zwłaszcza stanowcza ocena Trybunału, że Sąd Najwyższy naruszył także kompetencje
Trybunału Konstytucyjnego (por. cz. III, pkt 2.6 uzasadnienia).
4.3. Po drugie, Trybunał Konstytucyjny uznał, że „Wniosek Marszałka do TK o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego pomiędzy
SN a Sejmem złożony został zgodnie również z wymogami art. 50 u.o.t.p.TK, tj. zawiera przepisy Konstytucji i ustawy określające
sporną kompetencję oraz wskazuje kwestionowane działania wraz z uzasadnieniem” (cz. III, pkt 2.1 uzasadnienia postanowienia).
Ta konkluzja nie została jednak poprzedzona analizą treści wniosku, wobec czego wydaje się konstatacją typowo formalną. Tymczasem,
moim zdaniem, wymóg uzasadnienia wniosku o rozpoznanie sporu kompetencyjnego, o którym mowa w art. 50 pkt 3 ustawy o organizacji
TK, należy rozumieć analogicznie do wymogu uzasadnienia pism inicjujących postępowanie w sprawie hierarchicznej kontroli norm
(por. art. 47 ust. 1 pkt 1 i ust. 2, art. 49 ust. 1 w związku z art. 47, art. 52 ust. 2 pkt 4 i art. 53 ust. 1 pkt 3 ustawy
o organizacji TK), a więc także uwzględniać jego wymiar materialny. Także w tym postępowaniu należy odpowiednio zastosować
zasadę, że uzasadnienie zarzutów „nie może być traktowane powierzchownie i instrumentalnie, nie może mieć charakteru pozornego.
Argumentacja konstytucyjna bywa mniej lub bardziej przekonująca, może też ostatecznie okazać się nietrafna lub niekompletna,
ale zawsze musi być weryfikowalna i możliwa do rozpoznania przez Trybunał” (wyrok z 31 lipca 2015 r., sygn. K 41/12, OTK ZU
nr 7/A/2015, poz. 102, cz. III, pkt 1.4 uzasadnienia, wykorzystujący tezy wcześniejszego orzecznictwa). Każdy wniosek o rozstrzygniecie
sporu kompetencyjnego musi zawierać wszystkie trzy elementy wskazane w art. 50 ustawy o organizacji TK (przepisy określające
sporną kompetencję, kwestionowane działanie lub zaniechanie oraz uzasadnienie). Wniosek niepełny (pozbawiony odpowiedniego
uzasadnienia) nie może podlegać kontroli Trybunału. Wprawdzie także w postępowaniu w sprawie sporów kompetencyjnych Trybunał
może uwzględniać argumenty, które nie zostały powołane przez wnioskodawcę, jednak nie zwalnia to wnioskodawcy od skonstruowania
pisma inicjującego postępowanie zgodnie z wymogami wynikającymi z art. 50 ustawy o organizacji TK.
Moim zdaniem, wniosek Marszałka Sejmu zawiera istotne braki formalne, które już wskazałem wyżej, przesądzające o niedopuszczalności
orzekania. Są one tym bardziej istotne, że w literaturze możliwość zaistnienia sporów kompetencyjnych między Sądem Najwyższym
i organami władzy wykonawczej i ustawodawczej jest kontrowersyjna (por. negatywne stanowisko w tym zakresie: Z. Czeszejko-Sochacki,
L. Garlicki, J. Trzciński, Komentarz do ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, Warszawa 1999, s. 177; W. Skrzydło, op. cit., s. 492; odmiennie: por. A. Mączyński, J. Podkowik, uwagi do art. 189, op. cit.).
4.4. Po trzecie, można mieć także zastrzeżenia co do poprawności językowej i logicznej sformułowań zawartych w sentencji.
Zbędne było zaznaczanie w pkt 1 i 2 lit. b sentencji, że wskazanych tam kompetencji SN nie może wykonywać „również w związku
z orzeczeniem sądu międzynarodowego” i uprawnienia te nie obejmują („w tym”) „dokonywania wiążącej wykładni przepisów prowadzącej
do określenia warunków skuteczności wykonywania przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej tej kompetencji”. Te rzekome przejawy
działania SN wkraczającego w kompetencje Prezydenta i Sejmu zawierają się bowiem w ogólniejszych kategoriach, wymienionych
w tych fragmentach orzeczenia Trybunału. Zamiast tego należało rozważyć, czy nie wyczerpują one całości zagadnień objętych
uzasadnieniem wniosku Marszałka (por. wyżej).
Nie jest także zrozumiała kumulacja cech kompetencji Prezydenta, wymienionych w pkt 2 lit. a sentencji („wyłączna”, „osobista”,
„definitywna”, „bez udziału i ingerencji Sądu Najwyższego”). Kompetencja „wyłączna” oznacza wykonywanie „bez udziału i ingerencji
Sądu Najwyższego”, a skoro przedmiotem niniejszego postępowania nie były zamachy na uprawnienia Prezydenta ze strony innych
organów, orzeczenie Trybunału nie powinno się na ich temat wypowiadać. Zupełnie poza zakresem sprawy była techniczna strona
wykonywania kompetencji – żaden z zarzutów czy wątków postępowania nie dotyczył nawet pośrednio tego, czy Prezydent powołuje
sędziów wyłącznie osobiście, czy też może to uczynić np. przez pełnomocnika (odpowiedź na to pytanie jest zresztą – moim zdaniem
– jasna i wynika z samej istoty prerogatywy). Określanie jej jako „definitywnej” może budzić pewne wątpliwości, skoro sam
fakt powołania nie gwarantuje żadnemu sędziemu orzekania aż do przejścia w stan spoczynku (sama Konstytucja dopuszcza wszak
– w wyjątkowych wypadkach – złożenie sędziego z urzędu na mocy orzeczenia sądu – por. art. 180 ust. 2 Konstytucji – co anuluje
skutki inwestytury uzyskanej od Prezydenta).
Jeszcze inna kwestia jawi się na tle sformułowania „wiążąca wykładnia przepisów”, zawartego w pkt 2 lit. b sentencji, zainspirowanego
(jak mi się wydaje) węższym pojęciem „wiążącej interpretacji przepisów Konstytucji”, zastosowanym w pkt II drugie tiret petitum wniosku. Odnosi się ona bowiem do instytucji, która w ogóle w polskim prawie nie występuje.
Historycznie prawo do dokonywania powszechnie obowiązującej wykładni ustaw (zwykłych) miał Trybunał Konstytucyjny (por. art.
33a Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z 22 lipca 1952 r., Dz. U. z 1976 r. Nr 7, poz. 36, ze zm.; obowiązujący od
6 kwietnia 1982 r. do 16 października 1997 r., oraz art. 4a – a od 19 września 1991 r. art. 5 – ustawy z dnia 29 kwietnia
1985 r. o Trybunale Konstytucyjnym, Dz. U. Nr 22, poz. 98, ze zm.). Na mocy art. 239 ust. 3 Konstytucji wydane w tym trybie
uchwały utraciły jednak moc powszechnie obowiązującą z dniem wejścia w życie Konstytucji, a postępowanie w takich sprawach
podlegało umorzeniu (por. art. 239 ust. 2 i 3 Konstytucji).
Zbliżoną funkcję pełniły wytyczne w zakresie wykładni prawa i praktyki sądowej (do 1984 r. pod nazwą „wytyczne wymiaru sprawiedliwości
i praktyki sądowej”), funkcjonujące od 1 lipca 1949 r. do 29 grudnia 1989 r. (por. kolejno: art. 22 lit. d i art. 24 rozporządzenia
Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 6 lutego 1928 r. – Prawo o ustroju sądów powszechnych, Dz. U. Nr 12, poz. 93, ze zm.; art.
24 lit. c i art. 28 ustawy z dnia 15 lutego 1962 r. o Sądzie Najwyższym, Dz. U. Nr 11, poz. 54, ze zm. i art. 13 pkt 3 i art.
17 ustawy z dnia 20 września 1984 r. o Sądzie Najwyższym, Dz. U. Nr 45, poz. 241, ze zm.). Inaczej niż wspomniane wyżej uchwały
TK, mogły one jednak dotyczyć nie tylko interpretacji przepisów, ale także ich stosowania (sposobu realizacji przez sądy w
konkretnych wypadkach ogólnych dyspozycji ustawy). Wytyczne wiązały sądy (najpierw tylko powszechne, od 1962 r. – wszystkie),
a ich naruszenie mogło stanowić podstawę środka odwoławczego (por. uchwała pełnego składu SN z 5 maja 1992 r., sygn. akt KwPr
5/92, Lex nr 3805).
Żaden z powyższych mechanizmów nie ma (i mieć nie może) zastosowania w demokratycznym państwie prawnym, w którym wymiar sprawiedliwości
sprawują niezawiśli sędziowie (por. art. 178 ust. 1 w związku z art. 45 ust. 1 i art. 175 ust. 1 Konstytucji).
Nie może także uzyskać mojego poparcia dopatrywanie się powszechnie „wiążącej wykładni prawa” w uchwałach SN wydawanych na
podstawie art. 83 § 2 ustawy o SN (w uzasadnieniu komentowanego postanowienia nie przeprowadzono zresztą takiej analizy –
sformułowanie to pojawia się tylko w końcowej części uzasadnienia bez szerszego omówienia). Jedynym przepisem określającym
znaczenie uchwał SN o mocy zasad prawnych w systemie prawa jest art. 88 ustawy o SN. Wynika z niego, że zasady prawne nie
„obowiązują” (w przeciwieństwie do przepisów prawa i orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego – por. art. 190 ust. 1 Konstytucji),
lecz tylko „wiążą” składy orzekające SN, które mogą od nich „odstąpić”. Ustawa o SN nie przewiduje natomiast w ogóle formalnego
związania sądów powszechnych i wojskowych uchwałami SN – niezaprzeczalne faktyczne orzekanie przez te sądy zgodnie z wytycznymi
zawartymi w uchwałach wynika oczywiście w pewnym stopniu z uwarunkowań normatywnych (zwłaszcza systemu środków odwoławczych),
ale nie jest bezpośrednio nakazane przez żadne przepisy. Złożony sposób działania tych uchwał szczegółowo przeanalizowałem
w zdaniu odrębnym do wyroku z 20 kwietnia 2020 r., sygn. U 2/20 (niepubl.), a zawarte tam ustalenia w pełni podtrzymuję w
tej sprawie.
4.5. Po czwarte, uzasadnienie wyroku w niniejszej sprawie zawiera samodzielne ustalenia na temat genezy uchwały SN, procedury
jej wydania i merytorycznej prawidłowości, które nie w pełni pokrywają się z ustaleniami zawartymi w wydanym dzień wcześniej
pełnoskładowym wyroku o sygn. U 2/20 i których znaczenie dla rozstrzygnięcia niniejszej sprawy nie zostało wyjaśnione.
Jeżeli chodzi o tę pierwszą kwestię, to uzasadnienie komentowanego postanowienia zdecydowanie ostrzej niż uzasadnienie wyroku
o sygn. U 2/20 ocenia wniosek PPSN z 15 stycznia 2020 r. i wydaną na jego podstawie uchwałę. Jest to dostrzegalne już w warstwie
językowej uzasadnienia. Kilkanaście razy powtarzane jest, że zawarte w nich ustalenia mają charakter „subiektywny”, „arbitralny”
albo „bezpodstawny”, co stanowi istotną zmianę jakościową w tonie wypowiedzi Trybunału wobec orzeczeń SN (także w porównaniu
z wyrokiem o sygn. U 2/20, w którym takie określenia nie padły ani razu). Różnice występują jednak także na poziomie stawianych
tej uchwale zarzutów szczegółowych – na przykład w uzasadnieniu wyroku o sygn. U 2/20 zarzucono naruszenie zasady nemo iudex in causa sua Pierwszemu Prezesowi SN jako przewodniczącemu składu orzekającego (por. cz. III, pkt 2.3 uzasadnienia), podczas gdy w uzasadnieniu
komentowanego orzeczenia – już wszystkim sędziom SN (por. cz. III, pkt 2.7 uzasadnienia).
Z uzasadnienia postanowienia nie wynika przy tym, czy i w jaki sposób ustalone przez Trybunał wady uchwały SN wpłynęły na
zaistnienie sporu kompetencyjnego albo kognicję TK do jego rozpoznania. Tymczasem nie każde nieprawidłowości przy wykonywaniu
własnych kompetencji (nawet polegające na naruszeniu przepisów obowiązującego prawa) automatycznie powodują naruszenie kompetencji
innego organu. Na przykład nieprawidłowo ukształtowany skład orzekający SN może mieć znaczenie dla oceny ważności i skuteczności
podjętego orzeczenia (jednak nie przez Trybunał – por. moje zdanie odrębne do wyroku o sygn. U 2/20), ale sam w sobie nie
stanowi żadnego zagrożenia kompetencji jakichkolwiek innych organów (istotne jest meritum podejmowanych działań i ich skuteczność).
4.6. Po piąte, obszerne i – moim zdaniem – wymagające uporządkowania uzasadnienie wyroku w części autorskiej (niestanowiącej
cytatów albo omówień orzecznictwa lub przepisów, por. nietypowe w dotychczasowej praktyce Trybunału afirmatywne posługiwanie
się przytaczaną wprost argumentacją przedstawiciela Prezydenta – np. cz. III, pkt 2.7 i 3.5 uzasadnienia) w zasadzie w całości
budzi moje zastrzeżenia merytoryczne.
4.6.1. Częściowo podzielam stanowisko Trybunału w zasadzie tylko w jednej kwestii – w zakresie wątpliwości co do prawidłowego
ukształtowania składu orzekającego Sądu Najwyższego, który wydał uchwałę SN z 23 stycznia 2020 r. (por. cz. III, pkt 2.7 uzasadnienia).
Podtrzymuję w tym zakresie oceny wyrażone w zdaniu odrębnym do wyroku o sygn. U 2/20. Uważam, że wniosek PPSN z 15 stycznia
2020 r. powinien być skierowany do wszystkich Izb Sądu Najwyższego (por. art. 88 § 2 i 3 ustawy o SN), a kwestia wyłączenia
z orzekania sędziów, których sprawa ta dotyczy bezpośrednio (tj. powołanych przez Prezydenta po wejściu w życie nowelizacji)
powinna być rozpoznawana indywidualnie w stosunku do każdego sędziego już po wniesieniu tego wniosku.
Inaczej niż Trybunał, nie uważam jednak, aby wyłączenie wskazanych sędziów mogło być dowodem na „antycypowanie” treści uchwały
(por. cz. III, pkt 2.7 uzasadnienia). Moim zdaniem, w sprawie wniosku PPSN z 15 stycznia 2020 r. nie powinien orzekać żaden
sędzia SN powołany po wejściu w życie nowelizacji, bo osoby te mają bezpośredni osobisty interes w wydaniu uchwały o określonej
treści. Ich wyłączenia należało jednak dokonać w sposób niebudzący zastrzeżeń proceduralnych (por. szerzej – moje zdanie odrębne
do wyroku o sygn. U 2/20).
Znacznie więcej jest niestety w uzasadnieniu postanowienia tez, które budzą moje wątpliwości albo nawet sprzeciw. Ograniczę
się do wskazania tylko kilku najważniejszych.
4.6.2. W oczywisty sposób nie mogę zgodzić się z krytyczną oceną dopuszczalności wydania przez SN uchwały z 23 stycznia 2020
r. z uwagi na art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji TK (por. cz. III, pkt 2.7 uzasadnienia).
Zastosowana przez Trybunał interpretacja art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji TK stwarza bowiem bardzo duże pole do podejmowania
inicjatyw, których nie można wywodzić – moim zdaniem – z omawianego przepisu, tj. stosowania pozornych wniosków o rozpoznanie
sporu kompetencyjnego jako użytecznego (bo działającego automatycznie) narzędzia blokowania działalności organów państwa przez
podmioty wymienione w art. 192 Konstytucji i to nawet w wypadku, gdy nie mają one w tym własnego interesu prawnego (a mają
tylko interes polityczny). Szersze uzasadnienie mojego stanowiska przedstawiłem w zdaniu odrębnym do postanowienia regulacyjnego
o sygn. Kpt 1/20 i nadal je podtrzymuję.
4.6.3. Nie podzielam także negatywnej oceny przesłanek i treści uchwały SN z 23 stycznia 2020 r., zawartej w uzasadnieniu
komentowanego postanowienia (por. zwłaszcza cz. III, pkt 2.5 i 2.6 uzasadnienia).
Mój sprzeciw budzą zwłaszcza twierdzenia dotyczące braku przesłanek wydania uchwały wykładniczej, nadużycia przez SN procedury
pytań prejudycjalnych, „pominięcia” polskiego porządku prawnego („odmowy stosowania” „wszelkiego prawa polskiego”) i „zignorowania”
przez SN konstytucyjnego obowiązku wierności Rzeczypospolitej (por. art. 82 Konstytucji; nota bene – to obowiązek obywateli, a nie organów państwa) i „podlegania Konstytucji” (por. art. 178 ust. 1 Konstytucji; zob. także
art. 83 Konstytucji).
Nie przekonuje mnie zaprezentowana w uzasadnieniu postanowienia wykładnia art. 83 § 1 ustawy o SN (por. cz. III, pkt 2.5 uzasadnienia),
z której wynika, że warunkiem wydania uchwały wykładniczej przez SN jest „«ujawnienie się» rozbieżności orzekania w postaci
wyroków w konkretnych sprawach”. Art. 83 § 1 ustawy o SN wskazuje, że jest to możliwe, „jeżeli w orzecznictwie sądów powszechnych,
sądów wojskowych lub Sądu Najwyższego ujawnią się rozbieżności w wykładni przepisów prawa będących podstawą ich orzekania”.
Nie wyklucza to – moim zdaniem – uwzględnienia pytań prejudycjalnych lub uchwał SN, bo to są również przewidziane prawem formy
„orzekania”, które nie kończą wprawdzie sprawy indywidualnej w danej instancji, ale nie są też typowymi orzeczeniami wpadkowymi
(por. K. Szczucki, uwagi do art. 83, Ustawa o Sądzie Najwyższym. Komentarz, Warszawa 2018, Lex).
Możliwość oceny przez Trybunał Konstytucyjny dopuszczalności, zasadności czy celowości zwracania się przez sądy polskie z
pytaniami prejudycjalnymi do TSUE jest co najmniej kontrowersyjna (świadczą o tym chociażby stanowiska złożone w sprawie wniosku
Prokuratora Generalnego o sygn. K 7/18, która oczekuje na rozstrzygnięcie). Warto w tym kontekście zwrócić uwagę, że obowiązki
polskich sądów w tym zakresie wynikają obecnie z art. 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (Dz. U. z 2004 r. Nr
90, poz. 864/2), a wcześniejszy odpowiednik tego przepisu (tj. art. 234 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską, Dz.
Urz. WE C 325 z 24.12.2002, s. 1-184) został uznany za zgodny z Konstytucją w wyroku pełnego składu TK z 11 maja 2005 r.,
sygn. K 18/04 (OTK ZU nr 5/A/2005, poz. 49).
Zarzut „pominięcia” przez SN polskiego porządku prawnego jest – moim zdaniem – kontrfaktyczny i wynika z nieporozumienia.
W uzasadnieniu uchwały SN z 23 stycznia 2020 r. zawarto obszerną analizę konstytucyjnych i ustawowych ram powoływania sędziów
oraz praktyki ich stosowania w zakresie niezbędnym dla tego postępowania (por. zwłaszcza pkt 31-41 uzasadnienia). Sąd Najwyższy
podkreślił w szczególności, że rozpoznając zagadnienie prawne, „nie zmierza do rozwiązania problemów ustrojowych z określeniem
statusu osób, które po przeprowadzeniu postępowań ukształtowanych ustawą z dnia 8 grudnia 2017 r. o zmianie ustawy o Krajowej
Radzie Sądownictwa zostały powołane na urzędy sędziowskie przez Prezydenta RP, gdyż niewątpliwie osoby te uzyskały formalnie
status sędziów. Tego statusu Sąd Najwyższy niniejszą uchwałą i w wykonaniu wyroku Trybunału Sprawiedliwości UE z dnia 19 listopada
2019 r. nie jest w stanie nikomu ani przyznać, ani odebrać” (por. pkt 11 uzasadnienia uchwały). Uwarunkowania konstytucyjne
zostały więc przez Sąd Najwyższy uwzględnione, zgodnie z wytycznymi zawartymi w wyroku TSUE z 19 listopada 2019 r.
Dodatkowo należy zwrócić uwagę, że jedynym elementem „polskiego porządku prawnego”, którego pominięcie in concreto było rozważane przez SN, był art. 86 ust. 1 ustawy o organizacji TK, przewidujący zawieszenie (z mocy prawa) postępowań przed
organami, które prowadzą spór kompetencyjny (por. pkt 4 uzasadnienia uchwały SN z 23 stycznia 2020 r.; w tym kontekście nieuzasadnione
jest twierdzenie Trybunału, jakoby SN od 2018 r. uzurpował sobie generalne „prawo do uznawania lub pomijania ustaw” – cz.
III, pkt 2.2 uzasadnienia). Ostatecznie jednak do tego nie doszło: SN uznał bowiem, że spór kompetencyjny zainicjowany przez
Marszałka Sejmu nie ma charakteru realnego, wobec czego nie może doprowadzić do zawieszenia jakiegokolwiek postępowania przed
SN. Pozostałe wypowiedzi SN na temat obowiązku pominięcia każdego działania władzy ustawodawczej, wykonawczej lub orzeczenia
krajowego, które miałoby na celu zablokowanie wykonania orzeczenia TSUE, mają charakter ogólny i stanowią rekapitulację orzecznictwa
TSUE (por. pkt 4 uzasadnienia uchwały) lub element interpretacji art. 91 ust. 3 Konstytucji (por. pkt 60 uzasadnienia uchwały).
Nie zgadzam się również z oceną, że Sąd Najwyższy nie uwzględnił podczas wydawania uchwały z 23 stycznia 2020 r. orzecznictwa
Trybunału, z naruszeniem art. 190 ust. 1 Konstytucji (por. cz. III, pkt 2.3.1 in fine uzasadnienia). Negatywnie oceniam to, że SN nie odniósł się w żaden sposób do wyroku TK z 25 marca 2019 r., sygn. K 12/18
(OTK ZU A/2019, poz. 17), dotyczącego konstytucyjności niektórych przepisów ustawy o KRS po nowelizacji. Oceny zmian normatywnych,
zawarte w komentowanej uchwale SN, uwzględniają jednak nie tylko treść przepisów i ich zgodność z Konstytucją, ale także jednostkowy
sposób ich stosowania w praktyce (co nie było objęte wymienionym wyrokiem Trybunału). Poza tym SN w uzasadnieniu uchwały odwołał
się do kilkunastu innych orzeczeń TK na temat sporów kompetencyjnych i prawa do sądu z lat 1998-2009.
Najcięższego kalibru zarzuty dotyczą jednak sprzeniewierzenia się przez sędziów SN obowiązkowi wierności Rzeczypospolitej
i przestrzegania Konstytucji. W tym kontekście nie można nie zauważyć, że tego typu oceny indywidualnych postaw (tutaj jeszcze
wykazywanych w związku z pełnieniem funkcji publicznej), nie leżą w kompetencji Trybunału Konstytucyjnego, który nie jest
ani sądem karnym, ani Trybunałem Stanu.
4.6.4. Bardzo niepokojące są dla mnie także zawarte w uzasadnieniu wyroku wywody na temat relacji między prawem polskim i
prawem UE oraz polskimi i unijnymi sądami (por. zwłaszcza cz. III, pkt 2.6 uzasadnienia).
Zwracam uwagę, że w znaczący sposób odbiegają one od analogicznych rozważań zawartych w uzasadnieniu wyroku o sygn. U 2/20,
w którym (powołując się – nie zawsze prawidłowo – na wcześniejsze orzecznictwo TK) podkreślono nie tylko nadrzędność Konstytucji
i jej pierwszeństwo przed prawem UE (por. art. 8 Konstytucji), ale także potrzebę poszukiwania przez wszystkie organy państwa
rozwiązań umożliwiających „bezkonfliktową kooperację Konstytucji i prawa Unii Europejskiej” i unikania „konkurencyjności”
TSUE i TK (por. cz. III, pkt 4.2 i 4.3 uzasadnienia tego wyroku oraz moje zdanie odrębne do niego).
Zastrzeżenia budzą zwłaszcza dwie tezy.
Pierwsza dotyczy tego, że „sędziowie w Rzeczypospolitej Polskiej wydają wyroki jako polscy sędziowie w imieniu Rzeczypospolitej
i z jej symbolem na piersi, to jest wizerunkiem polskiego orła, a nie jako «sędziowie unijni» oznaczeni emblematami Unii Europejskiej”
(cz. III, pkt 2.6 uzasadnienia). Twierdzenie to wprawdzie właściwie odnotowuje wyłącznie krajową specyfikę stroju urzędowego
sędziego, ale abstrahuje od faktu, że sędziowie polscy są uprawnieni i zobowiązani przez samą Konstytucję do stosowania prawa
UE, a prawu temu przysługuje pierwszeństwo w wypadku kolizji z ustawami (por. art. 91 ust. 3 Konstytucji). W tym sensie są
oni wprawdzie sędziami polskimi, co wyraża wizerunek polskiego orła, ale są jednak także „sędziami unijnymi” (podobnie zresztą
jak sędziowie Trybunału, o czym dalej).
Druga zawiera abstrakcyjną ocenę warunków obowiązywania wyroków TSUE, dokonaną w kontekście wyroku TSUE z 19 listopada 2019
r. Trybunał stwierdził bowiem, że „SN błędnie przypisał TSUE prawo do wiążącego wypowiadania się w sprawach organizacji ustroju
i funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w państwie członkowskim, do czego posłużył się instytucją pytań prejudycjalnych,
nadużywając jej do spraw, w których TSUE traktatowo kompetencji nie posiada”, a ponadto wskazał, że „Wyroki TSUE wykraczające
poza jego traktatowe kompetencje – określone w TUE i TfUE – nie mają mocy wiążącej na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej”
(cz. III, pkt 2.6 uzasadnienia wyroku). Nie bardzo rozumiem, czemu miały służyć te stwierdzenia, skoro nawet ewentualne wykonywanie
prawa unijnego nie może usprawiedliwiać wkroczenia w kompetencje organów państwa określone w Konstytucji (por. art. 8 ust.
1 Konstytucji). Nie jestem też pewien, czy Trybunał może wypowiadać się na temat mocy wiążącej tego typu orzeczeń, skoro –
jak trafnie ustalono we wcześniejszej części uzasadnienia – nie są one „przepisami prawa” w rozumieniu art. 91 Konstytucji,
a sama instytucja pytań prejudycjalnych nie budzi wątpliwości konstytucyjnych (por. wyrok o sygn. K 18/04). Zasadność zamieszczenia
komentowanych ocen w uzasadnieniu obecnej sprawy jest też wątpliwa, skoro kwestia ta może być w przyszłości przedmiotem wypowiedzi
Trybunału we wspomnianej wyżej sprawie z wniosku Prokuratora Generalnego o sygn. K 7/18.
5. Uwagi do skutków postanowienia.
5.1. Obawiam się, że skutkiem niniejszego postanowienia będzie w praktyce zakaz realizacji przez Sąd Najwyższy obowiązków
wynikających z prawa UE, a zwłaszcza wyroków TSUE (w tym ostatniego wyroku TSUE z 19 listopada 2019 r., który był bezpośrednim
powodem wydania przez SN uchwały z 23 stycznia 2020 r.).
Trybunał Konstytucyjny jest sądem polskim, ale też pełni funkcję sądu unijnego w zakresie, w jakim stosuje prawo UE. Taka
rola polskiego TK nie była nigdy dotychczas kwestionowana ani w doktrynie, ani w praktyce. Trybunał:
– potwierdził zgodność z Konstytucją traktatu akcesyjnego, przyjętego przez 13,5 mln obywateli (77% głosujących) w referendum
akcesyjnym 7 i 8 czerwca 2003 r. (por. wspomniany wyrok o sygn. K 18/04);
– korzystał z prawa do zadania pytania prejudycjalnego do UE (pytanie prejudycjalne z 7 lipca 2015 r., sygn. K 61/13, OTK
ZU nr 7/A/2015, poz. 103, dotyczące podatków od e-booków; por. także postanowienie z 17 maja 2017 r., sygn. K 61/13, OTK ZU
A/2017, poz. 38);
– oceniał konstytucyjność aktów prawa wtórnego UE stosowanych bezpośrednio w polskim porządku prawnym (rozporządzenia – w
wyroku z 16 listopada 2011 r., sygn. SK 45/09, OTK ZU nr 9/A/2011, poz. 97) oraz
– badał zgodność z ustawą zasadniczą przepisów polskich wykonujących prawo UE (np. w wyroku z 27 kwietnia 2005 r., sygn. P
1/05, OTK ZU nr 4/A/2005, poz. 42, dotyczącym europejskiego nakazu aresztowania).
Trudno mi wobec tego pogodzić się z sytuacją, w której Trybunał Konstytucyjny w ramach pozornego (moim zdaniem) postępowania
w sprawie sporu kompetencyjnego próbuje powstrzymać Sąd Najwyższy od wykonania obowiązków wynikających z prawa UE.
5.2. Trybunał Konstytucyjny w wyroku o sygn. K 18/04, zwrócił uwagę, że „Sama koncepcja i model prawa europejskiego stworzyły
nową sytuację, w której obowiązują obok siebie autonomiczne porządki prawne. (…) Występowanie względnej autonomii porządków
prawnych, opartych na własnych wewnętrznych zasadach hierarchicznych, nie oznacza braku wzajemnego oddziaływania. Nie eliminuje
też możliwości wystąpienia kolizji między regulacjami prawa wspólnotowego a postanowieniami Konstytucji. Ta ostatnia sytuacja
wystąpiłaby wówczas, gdyby miało dojść do nieusuwalnej sprzeczności pomiędzy normą Konstytucji a normą prawa wspólnotowego
i to sprzeczności, której nie można eliminować przy zastosowaniu wykładni respektującej względną autonomię prawa europejskiego
i prawa krajowego. (…) Taka sprzeczność nie może być w polskim systemie prawnym w żadnym razie rozwiązywana przez uznanie
nadrzędności normy wspólnotowej w relacji do normy konstytucyjnej. Nie mogłaby też prowadzić do utraty mocy obowiązującej
normy konstytucyjnej i zastąpienia jej normą wspólnotową ani do ograniczenia zakresu stosowania tej normy do obszaru, który
nie został objęty regulacją prawa wspólnotowego. W takiej sytuacji do polskiego ustawodawcy należałoby podjęcie decyzji albo
o zmianie Konstytucji, albo o spowodowaniu zmian w regulacjach wspólnotowych, albo – ostatecznie – decyzji o wystąpieniu z
Unii Europejskiej. Decyzję tę winien podjąć suweren, którym jest Naród Polski, lub organ władzy państwowej, który w zgodzie
z Konstytucją może Naród reprezentować. Normy Konstytucji w dziedzinie praw i wolności jednostki wyznaczają minimalny i nieprzekraczalny
próg, który nie może ulec obniżeniu ani zakwestionowaniu na skutek wprowadzenia regulacji wspólnotowych. Konstytucja pełni
w tym zakresie swą rolę gwarancyjną, z punktu widzenia ochrony praw i wolności w niej wyraźnie określonych, i to w stosunku
do wszystkich podmiotów czynnych w sferze jej stosowania” (cz. III, pkt 6.3 i 6.4 uzasadnienia).
W historii polskiego Trybunału Konstytucyjnego doszło już raz do stwierdzenia kolizji między polską Konstytucją i prawem unijnym
– prawem polskim i unijnym. Chodziło, przypomnę, o europejski nakaz aresztowania (por. wyrok TK z 27 kwietnia 2005 r., sygn.
P 1/05). Trybunał uznał wówczas, że taki stan rzeczy nie może być utrzymany. Rezultatem tego wyroku było dostosowanie art.
55 Konstytucji do przepisów unijnych.
Ten przykład jest jednak całkowicie nieadekwatny do niniejszej sprawy. Wyrok TSUE z 19 listopada 2019 r. i wykonująca go uchwała
SN z 23 stycznia 2020 r. dotyczyły prawa do właściwego, niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sądu. Uważam, że w tym obszarze
nie ma jakiejkolwiek kolizji między polską Konstytucją, prawem UE oraz wiążącymi Polskę umowami międzynarodowymi. Z punktu
widzenia konstytucyjnej zasady równości w zakresie prawa do sądu (art. 32 ust. 1 w związku z art. 45 ust. 1 Konstytucji) nie
widzę także możliwości, aby od polskich sądów wymagać innego standardu zapewnienia efektywnej ochrony sądowej w sprawach czysto
krajowych, a innego – w sprawach z elementem unijnym lub międzynarodowym.
5.3. Nie chciałbym wierzyć, że celem niniejszego postępowania było dążenie do zablokowania możliwości wydania przez SN uchwały
z 23 stycznia 2020 r. i faktycznego uchylenia wyroku TSUE z 19 listopada 2019 r. Realizacja tego typu celów nie mieści się
w ramach konstytucyjnych uprawnień Trybunału Konstytucyjnego. W sprawach z art. 189 Konstytucji Trybunał może tylko rozgraniczyć
rzeczywiście sporne kompetencje centralnych organów władzy publicznej.
Uważam, że powyższego celu nie dałoby się zresztą osiągnąć także wyrokiem Trybunału wydanym w ramach hierarchicznej kontroli
norm (por. moje zdanie odrębne do wyroku o sygn. U 2/20).
Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości UE, wyrok sądu konstytucyjnego, stwierdzającego zgodność przepisów
krajowych z Konstytucją, nie zwalnia sądu krajowego z obowiązku weryfikacji, czy przepis ten jest zgodny z prawem UE. Art.
91 ust. 3 Konstytucji mówi zaś, że „Jeżeli wynika to z ratyfikowanej przez Rzeczpospolitą Polską umowy konstytuującej organizację
międzynarodową, prawo przez nią stanowione jest stosowane bezpośrednio, mając pierwszeństwo w przypadku kolizji z ustawami”.
Jeżeli natomiast Trybunał Konstytucyjny stwierdziłby niekonstytucyjność przepisów ustawowych, wykładanych zgodnie z prawem
UE wyjaśnionym przez TSUE, konieczne byłoby pilne rozważenie wszystkich trzech scenariuszy wymienionych w powołanej wcześniej
sprawie o sygn. K 18/04. Są to (powtórzę): zmiana Konstytucji, zmiana prawa UE albo wystąpienie Polski z UE. Uważam, że nieprzestrzeganie
prawa UE nie jest właściwą drogą rozwiązywania tego typu kolizji i może narazić Polskę na określone w unijnym prawie pierwotnym
i wtórnym sankcje.
Mam nadzieję, że zarówno Trybunał Konstytucyjny, jak i wszyscy uczestnicy niniejszego postępowania mieli tego pełną świadomość.
Z powyższych powodów uznałem złożenie zdania odrębnego za konieczne.